Byle handel.

fot:
Przed każdym sezonem wyobraźnię kibiców rozpalają zapowiedzi wzmocnień
naszych drużyn. Pojawiają się trudne do wymówienia nazwiska, z czasem swojsko
brzmiące jak 'Nowak' czy 'Kowalski'. Kluby nabierają wiatru w żagle, jeszcze
tylko kilka udanych transferów i upragniony awans do LM będzie nasz. Na
potwierdzenie wysokich aspiracji liga zaczyna błyszczeć efektownymi akcjami i
pięknymi golami... Kluby dają szansę gry młodzieży, widać z każdym meczem
postęp w rozwoju, ogranie robi swoje. W końcu losowanie europejskich pucharów,
pierwsze spekulacje, mierzenie sił, w końcu rywalizacja. Wspaniałe emocje,
radość z sukcesów, teraz udowodnimy niedowiarkom, że potrafimy wygrywać.
Wszystko zaczyna się kleić, przychodzi zima, chwila oddechu i przygotowań.
To jest jak sen, miły i do niedawna nierealny. Aż tu nagle otwiera się okno
transferowe, przeciąg wywiewa piłkarzy a razem z nimi pucharowe marzenia.
Pozostają jeszcze rezerwy, ambitni zmiennicy, może się uda...
Szybki handel i nietrwałość uczuć mamy chyba w genach, cokolwiek nam zaprząta
głowę, to zawsze musi się szybko zwrócić. Dobre kluby, nie mówiąc o
najlepszych, mają zagwarantowaną stabilizację, a zyski przychodzą wraz z
kolejnymi sukcesami. U nas sukcesem są już samo marzenie i nadzieja na dobry
występ w pucharach oraz sprzedaż czołowych piłkarzy, za dobre (z punktu
widzenia piłkarskiego prowincjusza) pieniądze.
Zobacz więcej na temat:









Wydawca: 