I liga da nowe życie Orange Sport?

fot: Arne Müseler/www.arne-mueseler.de (CC-BY-SA)/Wikimedia Commons
- Coś pięło się w górę od trzech lat i nagle to straciliśmy. Ludzie pytają mnie, czy zamykamy stację, kiedy przestaniemy pracować… Najlepiej odpowiedzieć pół żartem, pół serio. Rozwijamy się. I liga ma porównywalną oglądalność z ekstraklasą - mówi prezes Orange Sport, Janusz Basałaj.
- I liga jest dla was - być może ostatnią - deską ratunku?
- Nie. W polskim sporcie nie było zbyt wiele rzeczy do wzięcia. Przecież nie kupimy drugiej ligi koszykarskiej, czy żużlowej. Zaplecze ekstraklasy to produkt premium z tego wszystkiego. Zresztą, wracamy do starego pomysłu. Kiedyś chcieliśmy mieć i najwyższe rozgrywki, i pierwszą ligę. Chodziło o zapięcie polskiej piłki przez Orange Sport. Znowu uda się po części.
- To dla was drugie "życie"?
- Też. Niedawno jeden ze sprawozdawców wraca i mówi: "Jezu, jak się cieszę! Zrobiłem mecz ze stadionu! Ludzie, emocje... Super". Coś w tym jest. Oglądalność tych spotkać można porównywać z niektórymi ekstraklasowymi. Towar nieźle się sprzedaje. Gra tam sporo weteranów, są stare i uznane firmy - Arka, GieKSa, Pogoń czy Polonia Bytom.
- "Pogłoski o naszej śmierci są mocno przesadzone". Tak pan powiedział.
- To cytat z Marka Twaina. Ludzie pytają mnie, czy zamykamy stację, kiedy przestaniemy pracować… Najlepiej odpowiedzieć pół żartem, pół serio. Swoje słowa podtrzymuję. Rozwijamy się, a nie ma dziś telewizji, która byłaby pewna swego. To prawa rynku. Walka o widza i utrzymanie się.
- Łezka była, jak się okazało, że nie będzie Ekstraklasy?
- Tak. Trochę smutno. Coś pięło się w górę od trzech lat i nagle to coś straciliśmy. Trzeba było się ogarnąć. Z dwóch kanałów zrobiliśmy jeden.
- Po tamtych decyzjach panowały w redakcji wisielcze nastroje?
- Panowała atmosfera lekko melancholijna. Czuć było zawód. Mamy bardzo młodych ludzi. W ich życiu pojawił się jakiś zakręt - mała nauczka - że nie wszystko jest dane raz na zawsze. Kilku z nich musieliśmy zwolnić…
- A trzeba było kogoś zachęcać, żeby został?
- Niektórym Canal Plus złożył ofertę i odeszli. Na początku byłem zły. Poszli za produktem i nawet powiedziałem, że Canal mógłby kogoś sobie wychować, a nie podbierać moich. Nie mam do nich żalu. Cieszyli się - w dalszym ciągu mają wielki prestiż, uznanie, atrakcyjną ofertę… Niech im się tam dobrze wiedzie.
- Ekstraklasę jeszcze pan śledzi?
- Nie obraziłem się. Mecze Olimpii Grudziądz nie angażują mnie bardziej niż spotkania Legii, Lecha czy Wisły… Siedzę i oglądam.
- No to smutny temat: sędziowie.
- Jestem zwolennikiem teorii, że czasami warto stracić - z kimś młodym, obiecującym i nie umoczonym, ale trochę gorszym – i odcierpieć dwa-trzy lata, żeby było okej. Tylko na arbitrów, popełniających kardynalne błędy się denerwuję. Zabierając punkty, zabierają piłkarzom i trenerom pieniądze. Ostatnio była z tym taka "makówka", że sam nie wiem, czy wszystko jest w porządku. Na pewno nie jest!
- Co ma pan na myśli?
- Nie korupcję, nikogo nie oskarżam. Chodziło mi o szkolenie sędziów, brak konsekwencji w uzawodawianiu ich. Właściwie każdy może sobie pracować i wziąć wolne na weekend u szefa. Jedzie na drugi koniec Polski i tam gwiżdże.
- Dostają trzy i pół tysiąca za spotkanie, ale nikt nie pociąga ich do odpowiedzialności.
- Właśnie. Mam wrażenie, że profesjonalistom sędziują czasami amatorzy. To nie fair. Status, z jakiego utrzyma się jakaś rodzina sportowca powierza się bez odpowiedzialności. Przykład idzie z góry. FIFA jest bardzo niechętna w zmianie przepisów i nowinkach technicznych, a do tego stoi murem za arbitrami. W mętnej wodzie dobrze ryby pływają… Nie chcę za daleko pójść.
- W Anglii sędzia popełniający błąd, jest zawieszany na tydzień. Za niedyspozycję.
- Błądzić rzeczą ludzką. Jak to mawia Michał Listkiewicz albo Andrzej Strejlau: to stały element gry w piłę nożną… No tak, ale trzeba błędy eliminować. Nawet rozwiązanie z pięcioma sędziami z Lig Europy i Mistrzów do końca się nie sprawdza. Na Wisła - Odense stał dwa metry od sytuacji, a i tak się pomylił.
- Ciekawym rozwiązaniem byłby powtórki wideo. Nie uwierzę, że techniczny nie ma do nich dostępu.
- Na meczu jest monitor dla ludzi z obsługi. Czasami korzystają z niego też dziennikarze. Ha, nieraz widziałem, jak ktoś z ławki podbiegał i oglądał sytuację… To chyba żaden problem dla arbitra, żeby w ekran spojrzeć. Tylko przepisy nie pozwalają mu w ten sposób wpływać na decyzję głównego. Gdyby Jarzębak powiedział do Małka, że spalonego na ŁKS - Wisła nie było, mielibyśmy do czynienia ze skandalem. Złamaliby kodeks FIFA.
- Prawidłową decyzją?
- Kiedyś słyszałem takie bałamutne tłumaczenie z ich strony. Musi być równość. Żeby ci, którzy gwiżdżą w ekstraklasie byli tacy sami jak ci z A-klasy.
- Hipokryzja. Na jakiej podstawie wprowadzili zatem dodatkowych dwóch arbitrów do pucharów?
- Właśnie. Po niektórych sytuacjach ręce opadają. Image futbolu bardzo na tym traci. Tę opinię podsunął mi Listkiewicz. Zasłyszał ją od kogoś wysoko postawionego. Prawdopodobnie od Seppa Blattera. Można grać na Wembley i za stodołą. Wszędzie musi być sprawiedliwość. Tak wygląda ich motyw obrony przed techniką.
Rozmawiał Mateusz Karoń / dziennikarz tygodnika "Tylko Piłka"
ostatnie komentarze, czytaj wszystkie (0), dodaj nowy
Sprawdź jak typujemy!
Od wczoraj (28.03.) do nabycia najnowsza "Tylko Piłka". A to oznacza kolejne okazję do wygrywania. Znajdziecie w niej...
Jak potoczą się losy czołowych strzelców I ligi?
Jak potoczą się losy czołowych strzelców pierwszej ligi? Współliderami pierwszoligowej tabeli strzelców są 19-letni...
Walka z ośmiornicą
Sepp Blatter, prezydent FIFA, chce upublicznienia dokumentów, świadczących o korupcji urzędników wyższego szczebla,...
Majdan - kawaler do wzięcia
Dziennikarz „Tylko Piłki” w warszawskim mieszkaniu Radka Majdana.
Morze pieniędzy...
Kibice Manchesteru City i United mają już dosyć gonienia Carlosa Teveza za kasą, chociaż to nie on jest najbogatszym...









Wydawca: 