Małek (anty)show!

fot: K. Wójkowski/TP
Niedzielne spotkanie 18. kolejki T-Mobile Ekstraklasy rozegrane na lubińskiej Dialog Arenie pomiędzy miejscowym Zagłębiem, a Wisłą Kraków od samego początku zapowiadało się niezwykle interesująco. Podopieczni Pavla Hapala od pierwszego meczu rundy wiosennej zmuszeni są do walki o utrzymanie. Swoją walkę prowadzą także zawodnicy Wisły Kraków.
Wielkie zaangażowanie obu drużyn było widoczne od pierwszego gwizdka sędziego Roberta Małka. Wiele interesujących akcji wynikłych z dobrego rozegrania piłki, kilka męskich starć, a przede wszystkim dwie bramki, które bardzo dobrze podsumowały pierwszą część spotkania rozegraną w niesłychanie szybkim tempie, szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę wcześniejsze spotkania T-Mobile Ekstraklasy.
Niestety spotkanie zakończone remisem (2-2 przyp. KS) ujawniło kolejną ułomność polskiej ligi. Ułomność, która ujawniła się w osobie Roberta Małka! Aby podsumować "występ" arbitra wystarczyłoby użyć słowa partactwo. Tak! To jest idealne słowo, gdyż to nie zawodnicy, ale sędzia był dzisiaj g(ł)ówno wiedzącym.
Kuriozalne decyzje i brak konsekwencji
Wszystko rozpoczęło się w 4 minucie meczu. Jedno z piłkarskich porzekadeł mówi, że ofensywny zawodnik pracujący w destrukcji stanowi zagrożenie dla własnego zespołu. Zagrożenie pod bramką Pareiki stworzył Andraż Kirm, który podając do swojego bramkarza użył zbyt mało siły i zmusił goalkeepera "Białej Gwiazdy" do interwencji na przedpolu. Do piłki, podobnie jak Pareiko, ruszył Darvydas Sernas. Pomimo faktu, że pierwszy do futbolówki dobiegł Pareiko to interweniował źle nabijając napastnika Zagłębia Lubin, który w wyniku przebitki stanął przed pustą bramką i zdobył gola. Rozczarowująca była więc decyzja o nieuznaniu bramki. Podążając za przepisami wszyscy wiedzą, że "rękę" odgwizduje się, gdy zawodnik powiększa swoją powierzchnię ciała i odnosi korzyść. O ile Sernas taką korzyść odniósł to naprawdę ciężko jest nie chronić klatki piersiowej zasłaniając się rękoma, gdy ktoś uderza z dużą siłą z odległości mniejszej niż metr. W naszej opinii była to błędna decyzja arbitra!
Kolejna poddająca wątpliwością umiejętności sędziowskie "czarnych" miała miejsce kilkadziesiąt sekund później na wysokości pola karnego Zagłębia Lubin, tuż obok linii bocznej i asystenta. Dynamiczną akcję określaną mianem brazyliady rozegrali goście z Krakowa. Zagranie z pierwszej piłki, wyjście na pozycję, odegranie piętką... ręce same złożyłyby się do oklasków, gdyby kibice nie musieli złapać się nimi za głowę. Tylko w sobie wiadomy sposób asystent boczny dostrzegł pozycję spaloną zawodnika, który znajdował się metr od niego samego, a zawodnik wyznaczający linię spalonego przynajmniej kilka metrów za nim. Dramat!
Posiadający od 2001 roku międzynarodową licencję sędziowską FIFA Robert Małek dużym brakiem konsekwencji "popisywał się" od początku sezonu. Gdy gwizdnął faul na korzyść Wisły Kraków, później identycznej sytuacji nie odgwizdał dla Zagłębia Lubin. Innym razem, gdy przewinili podopieczni Hapala, bez konsekwencji pozostawali Wiślacy. Czara goryczy i złości wśród kibiców przelała się w drugiej połowie. Atakujące Zagłębie Lubin wyszło z kolejna akcją. Do piłki wybitej przez jednego z obrońców, która turlała się w polu karnym biegł zawodnik gospodarzy, który nagle zderzył się z defensorem Wisły Kraków niewątpliwe niezainteresowanego piłką. Werdykt? Faul bez piłki i rzut karny. Inaczej zasady gry stosuje Robert Małek, który do gwizdnięcia rzutu karnego najwyraźniej potrzebuje urwanej nogi, bo gdy identyczna sytuacja rozegrała się w środkowej części boiska i faulowany był zawodnik Wisły Kraków nie miał żadnych wątpliwości. Gwizdek wskazujący nieczyste zagranie zabrzmiał tak głośno, że mi do teraz dzwoni w uszach. Szkoda, że między uszami Małka nie zadzwoniło kilka minut wcześniej.
Piłkarskie szachy Ekstraklasy
W pewnym momencie prowadzonych w taki, a nie inny sposób zawodów przez 41-letniego policjanta przypomniała mi się maksyma, którą przekazał mi jeden ze starszych kolegów. Przekonywał mnie, że lepszy ma łatwiej, bo... jest lepszy. Nie chodziło mu oczywiście o piłkarskie umiejętności, bo wówczas sprawa byłaby zbyt prosta. Zdaniem kolegi dziennikarza zespoły pokroju Wisły Kraków, Legii Warszawa czy Lecha Poznań są faworyzowane w krajowych rozgrywkach. Gdy usłyszałem te słowa po raz pierwszy wydawało mi się to niedorzeczne. Dzisiaj ta niedorzeczność zamieniła się w niesmak. Faktycznie, zawodnicy Wisły Kraków w kilku sytuacjach uzyskali wsparcie sędziego, który w identycznych sytuacjach z udziałem "Miedziowych" pozostawał ślepy. Ale to pewnie wina oślepiającego słońca, która zaświeciło nad Dialog Areną! Poważnie jednak mówiąc, taka sytuacja powtarza się w kilku meczach co jakiś czas. Przykład?
W jednym z wczorajszych spotkań 18. kolejki grał Śląsk Wrocław z Ruchem Chorzów. W tym spotkaniu także można było dostrzec krzywdzące decyzje względem teoretycznie słabszej drużyny. Na stadionowym zegarze wybiła 16 minuta meczu, kiedy fatalną stratę zanotował Patrik Mraz i wychodzący na czystą pozycję Piech został stratowany przez interweniującego Fojuta, który był ostatnim zawodnikiem przed bramkarzem Śląska Wrocław. Arbiter ukarał obrońcę jedynie żółtą kartką, którą obejrzał także napastnik "Niebieskich", gdyż w zbyt szczerych słowach wyperswadował sędziemu co myśli o prezentowanym przez niego poziomie.
Co ciekawe, nie była to jedyna taka sytuacja w tym meczu. W pole karne dośrodkował Diaz, a piłkę niefortunnie uderzył Mila jednocześnie podpijając piłkę Cetnarskiemu, który zdobył bramkę. Nie byłoby w tym nic nadzwyczaj kontrowersyjnego, gdyby nie fakt, że Mateusz Cetnarski w momencie podania znajdował się na pozycji spalonej. A osoby broniące arbitra przekonujące, że piłka najpierw była kierowana do Sebastiana Mili niech zapoznają się z przepisem mówiącym że w momencie, gdy zawodnik nie biorący czynnego udziału w akcji dezaprobuje uwagę przeciwnika mamy do czynienia z pozycją spaloną, gdyż zespół zyskuje korzyść z jego ustawienia na boisku.
ostatnie komentarze, czytaj wszystkie (0), dodaj nowy
Głowacki dogadany
To już nie plotki. Sam Arkadiusz Głowacki przyznał, że z Wisłą negocjował powrót już kilka miesięcy temu. Wraz z...
Smutne wnioski
W naszej Ekstraklasie powoli rozkręca się sezon ogórkowy, to znaczy transferowy. Najwięcej plotek i spekulacji...
Testowanie jak... grillowanie
Ekstraklasa zakończyła granie, ale z miejsca rozpoczęła testowanie potencjalnych nowych zawodników, co jednak w...
Szalony sezon
Nie wiem jak Wy, ale ja jeszcze się nie otrząsnąłem po tym, co wczoraj zdarzyło się w piłce nożnej. Mistrzem Włoch...
""Pokładano w nich spore nadzieje, a oni zawiedli"
Po porażce z Górnikiem Michał Probierz odsunął od pierwszego zespołu czterech obcokrajowców. Chodzi o Keva Jaliensa,...
Więcej aktualności
13.04.2012 Probierz kokietuje ełkaesiaków12.04.2012 Wisła chce Pawłowskiego. Mamy nadzieję, że to żart
06.04.2012 Probierz potwierdza: Uryga zadebiutuje w Białymstoku
02.04.2012 Wisła straciła podstawowego obrońcę
31.03.2012 T-M Ekstraklasa: Znowu więcej kitu zamiast hitu
30.03.2012 Bój o Europę
30.03.2012 Bój o Europę w ligowym klasyku
30.03.2012 Sytuacja kadrowa przed hitem kolejki
30.03.2012 Sytuacja kadrowa przed hitem kolejki
30.03.2012 Z dużej chmury mały deszcz?
30.03.2012 Z dużej chmury mały deszcz?
30.03.2012 Największe porażki Legii przy Reymonta
26.03.2012 "Karnego dla Ruchu nie było"
23.03.2012 Prawdziwy test dla Wisły
23.03.2012 Dwóch legend niedzielne starcie
23.03.2012 "Małecki jest bardzo zaangażowany"
23.03.2012 Niedziela w Chorzowie : Ruch kontra Wisła
16.03.2012 "Cztery kluczowe mecze dla klubu i zawodników"
09.03.2012 Ekstraklasa: Remis jak wyrok?
08.03.2012 Wisła - Lech: Uczeń jedzie do mistrza
07.03.2012 Rumak chce zaskoczyć wiślaków
02.03.2012 Wisła i Lech pod eskortą... kobiet
26.02.2012 Trener Wisły: Coś tu jest nie tak
26.02.2012 T-Mobile Ekstraklasa: Wisła poCzeka(j)
19.02.2012 Małek (anty)show!









Wydawca: 