Rozmowa z Mariuszem Kurasem - byłym trenerem Sandecji Nowy Sącz

fot:
Michał Śmierciak: Jak wygląda pana sytuacja w klubie, już wszystko jest załatwione formalnie, czy coś jeszcze zostało do ustalenia?
Mariusz Kuras: - Wszyscy wokół mówią, że mam rozwiązany kontrakt i nie jestem już pracownikiem klubu. Otóż takiego spotkania i rozmowy wcale nie było. Cały czas czekam na to spotkanie i rozmowę, bo na razie zostałem tylko poinformowany o zastąpieniu mnie nowym trenerem. Dzisiaj swoje pierwsze zajęcia zaczyna już Robert Moskal, którego ja lubię i szanuję. Życzę mu oczywiście sukcesów, przyjemnej pracy z zespołem bo na to zasługuje. Niestety tak się to potoczyło, ale żałuję tylko jednej rzeczy, że bardziej myślałem o klubie niż o samym sobie. Byłem za mało wymagający w stosunku do pewnych osób i nie mówię tutaj o piłkarzach. Są pewne historie kiedy zabrakło pewnego działania, tego właśnie żałuję.
Powodem tej decyzji były ostatnie wyniki drużyny? Bo do realizacji głównego zadania, jakim jest awans, pozostała jeszcze cała runda i wiele mogło się przecież zdarzyć.
- Trudno cokolwiek oceniać, takie rzeczy w sporcie się zdarzają. Jak mówię, na razie nie rozwiązałem kontraktu. Jeszcze trzy kolejki temu mieliśmy tylko pięć punktów straty do drugiego miejsca. Później nastąpiły porażki, najpierw z GKS Katowice, następnie z Zawiszą, a na koniec ten blamaż z Wisłą Płock. To w jakiś sposób wpłynęło na decyzję. Wydaje mi się jednak, że prezesi, a zwłaszcza jeden, z utęsknieniem czekali aż taka sytuacja się wydarzy, więc teraz nadarzyła się okazja. W Płocku, kiedy do przerwy przegrywaliśmy 1:3, powiedziałem chłopakom w szatni, że nie muszą grać dla mnie, dla zarządu czy też dla siebie, ale powinni zagrać dla Sandecji. Skończyło się 1:6. To bardzo zabolało, bo wynik dosyć nietypowy, choć niesłusznie oskarżono mnie o najgorszy w historii klubu. Zdarzył się już taki z Widzewem na własnym obiekcie, a echo nie było tak wielkie jak teraz.
Tym echem były głównie bardzo negatywne komentarze i opinie o meczu, pana dotychczasowej pracy w Sandecji i ogólnie kiepskim
warsztacie trenerskim.
- Osoby wypisujące niektóre głupoty powinny zastanowić się nad sobą, może pić mniej alkoholu. Nie mam powodów aby wstydzić się tego co osiągnąłem w Nowym Sączu. Przez rok zdobyłem z drużyną 51 punktów, nie jest to może rewelacja, ale uważam to za solidny wynik. Mam nadzieję, że wiele dobrego po mnie tutaj zostanie, zrobiłem sporo rzeczy niewidocznych z boku, które kiedyś zaprocentują. Obojętnie, czy ktoś się ze mną zgodzi czy nie, ale mam powód aby chodzić z podniesiona głową. Jeśli uważają, że wykonałem wyłącznie złą robotę a nic dobrego, są najwidoczniej złośliwymi ludźmi albo sfrustrowanymi ojcami niektórych zawodników i myślą, że synalkowie powinni grać w wyjściowej jedenastce Sandecji. Rzadko zdarzało mi się w karierze aby na własnym terenie ktoś krzyczał wyzwiska i teksty abym „siadł do budy”, a tutaj mi się to przydarzyło, takie chamstwo ciężko wytłumaczyć. Jednak pozdrawiam wszystkich kibiców, zarówno nastawionych pozytywnie, jak i sceptyków. Na ogół nie miałem problemów z kibicami, nawet z tymi najbardziej zagorzałymi, fanatykami wręcz, udało mi się nieraz sympatycznie porozmawiać na osiedlu. Bardzo miło to będę wspominał. Jeśli natomiast ktoś musi się wyżyć pisząc o mnie głupoty, to nic nie poradzę.
Czyli była część osób, może grupa, która chciała zwolnienia Mariusza Kurasa?
- Nie doszukuję się tutaj drugiego dna, ale prawdą jest, że od samego początku w Nowym Sączu miałem pod górkę. Spadała na mnie fala krytyki bez względu czy wygrałem, czy przegrałem. Były osoby czekające tylko na kolejny mecz aby móc mnie zaatakować, to na pewno bolało. Tak na prawdę nigdy nie miałem większego problemu z kibicami w miastach gdzie pracowałem. Do dzisiaj lubią mnie i szanują, dając mi to odczuć. Kto chciał, to zauważył moje zaangażowanie, gdyż w klubie pracowałem przeważnie od dziewiątej rano do późnego wieczora. Żyłem tym klubem i jak ktoś mówi, że zrobiłem słabą robotę to widać nie potrafi tego zauważyć lub nie zna się na tym. W moim otoczeniu, również otoczeniu klubu, było zbyt dużo negatywów na zasadzie złych fluidów. Każdy z nich tytułował się przyjacielem Sandecji, a tak na prawdę podszeptywali i mówili wiele dziwnych rzeczy. Aby coś oceniać trzeba się na tym znać. Odnośnie tego co zrobiłem w Nowym Sączu powtarzam - mogę chodzić z podniesioną głową. Owszem, obecnie mamy tylko 24 punkty. Ktoś powie, że to tragiczny wynik ale nikt nie zdaje sobie sprawy, że przy obecnym stanie rzeczy nie jest źle. Oczywiście przed sezonem mówiło się że gramy o awans, ale trudno powiedzieć inaczej będąc trenerem Sandecji. Pierwszy sezon to trzecie miejsce, drugi to czwarte, następnie przychodzi nowy trener i co? Mówi, że walczy o utrzymanie? Nie znałem realiów jakie panują w Sączu, nie znałem również tego środowiska wokół klubu, a teraz mam większą wiedzę na ten temat. Powiem szczerze, na tą chwilę każdy widzi, że klub ma aspiracje, ale to tylko marzenia. Nie ma stadionu, nie ma odpowiedniej bazy, a organizacyjnie wiele rzeczy bardzo kuleje. Cieszę się, że kibice tak mocno i emocjonalnie podchodzą do tego co dzieje się w klubie. Nikomu bardziej w Sączu nie zależało chyba na awansie do Ekstraklasy niż mi, bardzo chciałem osiągnąć sukces naprzeciw wszystkich przeszkodom.
Wymienia pan słabą infrastrukturę, organizację w klubie oraz nazywa aspiracje ekstraklasowe marzeniami. Sądzi pan, że nadejdzie
taki czas kiedy Sandecja na dobre zadomowi się w najwyższej klasie rozgrywkowej?
- Sandecja musi spokojnie pracować, zaplanować sobie wszystko i krok po kroku, powoli to wykonywać. Przed sezonem trzeba usiąść i szczegółowo wszystko opracować, przemyśleć. My przekładaliśmy wszystkie mecze z początku sezonu, więc tutaj i teraz powinny pracować maszyny, podgrzewana płyta, a nic się nie dzieje. Po co to było? Zamieszanie, przekładanie spotkań a to zaburzało pracę i pewien spokój. Jest wiele możnych klubów z ogromnymi budżetami, są stabilne finansowo a też mają problem z awansem, z roku na rok. Przykład Pogoni Szczecin, także trzeba dużo cierpliwości. Sandecja w pierwszym sezonie pojechała na fantazji, każdy z działaczy i piłkarzy był podniecony tym co się dzieje, bo długo nie było w mieście rozgrywek na tym poziomie. Wszyscy mieli wspólne podejście, piłkarzy to mobilizowało, motywowało ich coś nowego. Kolejny sezon to gra w tej samej lidze, a to trudny moment. Niektórzy piłkarze obrastają w piórka i myślą, że są wspaniali, że już wszystko o tej lidze wiedzą. A tak nie jest, ta liga jest mocniejsza niż pół roku temu. Zresztą widać po tabeli, każdy z każdym mógł wygrać, dlatego do końca jest szansa, nawet realna, na dużo wyższą pozycję. Wygranie jednego meczu powoduje awans o dwie pozycje, a to też nie jest zły wynik. Przede wszystkim potrzeba pokory i cierpliwości, trzeba zmienić infrastrukturę, a zespołu nie buduje się poprzez zmienianie 6 czy 7 ludzi co sezon. Po prostu mierzymy siły na zamiary, a nie mówimy głośno o tym, że jak Sandecja przegra to wypadek przy pracy, bo jesteśmy bardzo mocni. To nie tak. Każda drużyna gra aby wygrywać, nie jest to łatwe.
Jakie są pana plany na przyszłość?
- Wiem co będę robił, jedyne co potrafię i kocham to trenowanie. Zdaje sobie sprawę, że o pracę w tym zawodzie nie jest łatwo i wiem, że czekają mnie trudy przy szukaniu pracy, ale zobaczymy. Najpierw muszę spokojnie rozwiązać kontrakt, usiąść z prezesami i jeżeli podjęli decyzje o zwolnieniu mnie to mam nadzieje, że rozstaniemy się tak, jak to powinno wyglądać. Na koniec podamy sobie ręce. Będę na pewno obserwował co dzieje się w Sandecji, może ktoś stąd będzie obserwował co dzieje się z Kurasem. Chcę aby odbyło się to w cywilizowany sposób, to dla mnie ważne. Będę pracował w piłce, a jeśli nie, to będę robił coś innego, mam dla kogo żyć. Mam rodzinę, kochaną żonę i to dla mnie ważne. Załatwię sprawy prywatne związane z Sączem, będę tutaj jeszcze przynajmniej 1,5 miesiąca, a później wyjadę do Szczecina. Będę trzymał kciuki za zespół podczas meczu w Gdyni. Chciałbym, aby zdobyli tam punkty, bo wtedy sytuacja w tabeli się poprawi. Nie pozostawiłem po sobie spalonej ziemi, nie wstydzę się tego co tutaj zrobiłem, a jeśli ktoś to negatywnie ocenia to jest mi przykro, takie życie.
ostatnie komentarze, czytaj wszystkie (0), dodaj nowy
Sandecja ma nowego trenera
Mariusz Kuras przestał być trenerem pierwszoligowej Sandecji Nowy Sącz. Oczywiście powodem są słabe wyniki zespołu w...
Roszady w Sandecji Nowy Sącz
Przed rozpoczęciem zmagań ligowych, w sądeckim klubie apetyty były spore a przełożyło się to na zapowiedź walki o...
Wisła sprawdza golkipera Sandecji
Wisła Kraków przygląda się umiejętnościom Marka Kozioła. 23-letni bramkarz Sandecji Nowy Sącz będzie testowany przy...
I liga: Pogrom w Gdyni
Arka Gdynia wygrała w pojedynku spadkowiczów z Ekstraklasy. Polonia Bytom wraca na Śląsk z bagażem czterech bramek....
I liga: Skuteczny Świerczok
Jakub Świerczok z Polonii Bytom zdobył dwa kolejne gole w tym sezonie i z 11 trafieniami przewodzi klasyfikacji...
Więcej aktualności
13.10.2011 I liga: Miał być awans, będzie spadek?12.10.2011 Świetny mecz w Ząbkach. Sandecja z trzema punktami
09.10.2011 I liga: Wielkie strzelanie
02.10.2011 I liga: Szczyt i dno
26.09.2011 Szeliga przedłużył kontrakt z Sandecją
25.09.2011 I liga: Kolejarz pnie się w górę
18.09.2011 I liga: Skromna sobota
04.09.2011 I liga: Sandecja upokorzyła Piasta
03.09.2011 Borovicanin zasilił Kolejarza
30.08.2011 Warta dalej chce się wzmacniać
29.08.2011 Udany debiut Artura Płatka
28.08.2011 I liga: Piast Gliwice przodownikiem I ligi
21.08.2011 I liga: Arka nareszcie wygrywa
17.08.2011 Sandecja Nowy Sącz pożegnała się z piłkarzem
14.08.2011 I liga: Czerwona kolejka
12.08.2011 Krezus pomoże Sandecji Nowy Sącz
07.08.2011 I liga: Derby dla Piasta
31.07.2011 I liga: Płock, Łęczna i Ząbki na czele
20.05.2012 Komu awans, komu?
20.05.2012 Dla kogo T-Mobile Ekstraklasa?
20.05.2012 Uwaga typerzy: Kto spadnie z I ligi?
18.05.2012 Zimna kalkulacja. Komu awans?
16.05.2012 Polkowice żegnają się z ligą
13.05.2012 I liga: Flota pomogła Pogoni
11.05.2012 Kto awansuje do Ekstraklasy?









Wydawca: 